wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 5 !

"Wstał i przewrócił stół i wybiegł z domku.Chciało mi się śmiać,a zarazem płakać! 
Kasia wystraszona pożegnała się ze mną i wybiegła za nim. Zostałam w domku sama...Podniosłam stół i usiadłam przy nim płacząc z różnymi myślami. O co mu chodzi, przecież miałam oczko.Dlaczego jest taki agresywny?. Wstałam z krzesła wzięłam plecak i poszłam do domu. Przed drzwiami zobaczyłam telefon Jasia.Wzięłam go do domu. Postanowiłam,że oddam go jutro Kasi w szkole. Wchodząc do domu nie było mamy ani taty. Dziwne.. Weszłam do swojego pokoju i odblokowałam telefon chłopaka. To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie..." 
Znienawidziłam go .Byłam taka naiwna...Mogłam się tego po nim spodziewać. Pisał do każdej dziewczyny której miał numer " Hej śliczna spotkajmy się " . Myślałam wtedy, że wybuchnę! 
Jak on mógł?! Usiadłam do lekcji, na marne . Myślałam tylko o nim wstałam od biurka i postanowiłam się z nim spotkać. Poszłam na umówione miejsce. Tak to był "nasz" domek na drzewie. Czekałam pół godziny i nic. Minęła godzina,a go nadal nie ma.Zrezygnowana wstałam z ławki i poszłam do domu. Po drodze uważałam by nikt mnie nie zauważył rozmazaną. Doszłam do domu w którym było ciemno. Wpadłam w panikę było późno a rodziców nadal nie było. Rzuciłam torbę pod ścianę i zaczęłam dzwonić do mamy. Mama nie odbierała postanowiłam poczekać do rana. Przypomniała mi się sytuacja z Jasiem. Wtedy odechciało mi się wszystkiego. Po woli szłam do swojego pokoju. W domu słyszałam czyiś śmiech. Stanęłam jak słup soli gdy zobaczyłam, że coś świeci w pokoju mojej mamy. Weszłam po cichu do swojego pokoju. Oparłam się o ścianę i słychać było tylko krople deszczu , które odbijały się od parapetu i mój szloch. Dziwne myśli krążyły mi po głowie. " Może mama nie żyje?. A kto jest w jej pokoju ? Zabójca który ją zabił, a teraz czyha na mnie?" Usłyszałam jak coś spadło . Może to on spadł ze schodów? Szuka mnie po domu? . Wstałam, ale bałam się zejść. Wróciłam na swoje miejsce i dalej nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Kolejny powód,by płakać. Zadzwoniłam do Kasi. Z każdym sygnałem bałam się by on nie wszedł do mojego pokoju. W słuchawce rozległ się głos Kasi :
- Pati wszystko dobrze? 
- Nie, zabójca chodzi po moim domu. Nie ma mojej mamy i twój brat to dupek. 
- Żartujesz?! Już na głowę dostałaś. Za bardzo panikujesz. Uspokój się 
- Kasia ciszej on nas usłyszy! 
- Patrycja!! Ja wale uspokój się co ty odwalasz?
- Kasia pomóż mi! Przyjdź d...... Aaaaa! 
Do mojego pokoju ktoś wszedł głośno oddychał i cwaniacko się śmiał. 
W słuchawce słyszałam tylko krzyki Kasi " Patty ! żyjesz , rany żyjesz?! Ej wołam Cię . Już jadę!!" 
Mój szloch był tak głośny, że nie mogłam go uspokoić. Schowałam się pod łóżkiem, lecz na marne. Znalazł mnie, usłyszał mój szloch. Mówił dziwnym głosem " Mam Cię ! w końcu mi się odpłacisz ! " W strachu chwyciłam to co miałam pod ręką. Była to moja nocna lampa. Wstałam i podbiegłam do okna krzycząc : " Stój idioto ! Mam lampę i jak podejdziesz zapale ją! Dowiem się kim jesteś! " 
Usłyszałam tylko głośny śmiech i odpowiedź " Haha głupia.. Odłączyłem ją od prądu! Może wykonasz swoje wyzwan..." 
Wtedy rzuciłam bez namysłu w niego lampą. Gdy usłyszałam ostatnie słowa przeraziłam się. Czy to był ... Jasiu?! Chciałam zapalić światło , ale oczywiście nie było prądu! Włączyłam latarkę i ... To był on... Rozwaliłam mu głowę. Chwyciłam się za swoją głowę i nie mogłam do Siebie dojść. Co ja zrobiłam?! Czy on zabił moją matkę? Zadzwoniłam po karetkę. Ona błyskawicznie przyjechała i zabrała go do szpitala. Ja miałam później problemy z policją. 
                                                                     *   *   * ^ 3 dni później ^  
Uznano, że działałam w obronie własnej. Byłam na obserwacji w szpitalu, czy oby na pewno Jasiu nic mi nie zrobił. Weszłam do domu,a mamy nadal nie było. Zadzwoniłam do jej znajomych i nic. Po tacie też ani śladu. Cały dzień chodziłam bez celu po lesie. Nagle ktoś chwycił mnie za ramię i zawiązał oczy i zakleił usta. Chciałam krzyczeć, ale miałam zaklejone usta. Gdzieś jechałam samochodem nie wiedziałam gdzie. Byłam w bagażniku. Kiedy gdzieś dojechaliśmy okazało się, że stoję przed wielkim domem z basenem. Kiedy się obróciłam za mną stał Jaś. To on mnie porwał. Zaczęłam krzyczeć :
- No jak ty mogłeś mnie najść w domu i jeszcze gdzieś porwać idioto!? 
- Ey, ey spokojnie mała. Nigdzie Cię nie porwałem, jesteśmy w moim domu. No.. Niedługo naszym
- Hahahahaha!! Naszym Proszę cię! Jesteś zwykłym podrywaczem w parku , w domku na drzewie znalazłam to... - Wtedy podałam mu jego telefon. 
- Dzięki. No i co tak nagle mnie nienawidzisz? 
- Haah, a co myślałeś?! Jesteś agresywny miałam oczko cwaniaczku! . A Twoje wiadomości? Dowód na to, że nie byłam jednak tą jedyną świnio! 
- Patrycja stój ej!
Ja szłam zdenerwowana przed siebie.Nagle podniósł mnie z ziemi i zaniósł mnie  z powrotem przed swój dom. I przed domem trzymając mnie za nadgarstek mruknął: 
- No.. na co czekasz? Wejdź do naszego domu. 
- Haha nie wejdę. 
Na te słowa podniósł mnie i zaniósł do domu. Kiedy mnie położył na nogi. Uderzyłam do w ramię. To co przed sobą zobaczyłam  nie mieściło się w mojej głowie. 
========================================================================I oto 5 rozdział. Może jeszcze o 21:00 lub 20:00 będzie 6 rozdz. A waszym zadaniem jest wbijać na mojego aska i dawać komentarze! Kasiu specjalnie dla Ciebie się pospieszyłam :* Huhuh :DD  

2 komentarze:

  1. Świetne opowiadanie.Jestem ciekawa co zobaczyła więc dawaj rozdział jak naj szybciej.Przepraszam że wcześnij nie komentowałam ale dopiero dzisiaj dowiedziałam się o tym blogu.
    WZM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woow niezmiernie mi miło ! Dzięki za motywacje <3 . Rozdziały będą codziennie lub co 2 / 3 dni. Zależy od szkoły ( spr i te sprawy.) Dzięki za czytanie bloga :)

      Usuń